Co można zrobić w 8 tygodni? - przemiana

Święta to czas, w którym wiele osób martwi się o swoją figurę, zastanawia się, czy mogę to zjeść, czy może nie mogę. Czy od tego przytyję? Czy pójdzie w boczki? W tym wpisie chciałabym pokazać wam, że jeśli się tylko chce - można zmienić swoje ciało.

Jak to w sumie jest z tym "świątecznym tyciem"? Czy na pewno jeśli zjemy więcej i mniej zdrowo w czasie Wielkanocnego śniadania, przytyjemy? NIE. Jeśli przez cały czas odżywiasz się zdrowo i z umiarem, nie możesz przytyć, nawet jeśli będziesz jeść przez 2 dni same niezdrowe rzeczy, do tego w dużych ilościach. Dlatego jestem zdania, że w czasie świat nie można sobie niczego żałować. Przecież przy śniadaniu nie usiądziesz z dokładnie odważonym ugotowanym kurczakiem, kiedy wszyscy będą jeść bigos czy sałatki pełne majonezu. W sumie każdy to powtarza - umiar. To jest lek na wszystko. 
Tutaj takie świąteczne zdjęcie ;-)


Dla zachęty chcę pokazać, co można osiągnąć po 8 tygodniach pracy nad swoim ciałem. Czyli nawet jeśli, jakimś cudem przytyje się przez święta, można bez wielkich trudności spalić te świąteczne kalorie.
 Patrząc na te zdjęcia, zastanawiam się, jak mogłam do tego dopuścić (tak, to są moje zdjęcia). Wiecie co jest w tym najgorsze? W ubraniu wcale nie wyglądałam źle. Gorzej , kiedy spojrzałam na siebie w bieliźnie. Śledząc FitKonta na Instagramie, czy czytając FitBlogi, w końcu uznałam, że chyba czas coś ze sobą zrobić. Mam dopiero 22 lata, powinnam mieć ładne, jędrne ciało. Czas się za to zabrać! 
Pierwszą próbę podjęłam w październiku. Miałam idealnie pod siebie wyliczona i dopasowaną dietę. Musiałam odstawić słodycze (ale jak oglądać film bez przekąski?), zacząć jeść mniejsze porcje i jeść kolację. Zwykle pracę kończę o 17 - od ponad roku - wracałam do domu (17:10 najpóźniej, mieszkam bardzo blisko) i szykowałam obiad. Kiedyś, jak głębiej poszukam, znajdę zdjęcie swojego obiadu vs. obiadu mojego Daniela. Talerz zawsze był pełny, potem były jeszcze przekąski do filmu czy serialu, oczywiście w postaci Słodkich ciastek albo chipsów, dużo chipsów.  Podczas pierwszej próby wytrzymałam 3 dni na diecie. Zwyczajnie pękłam.
Nie wzięłam tego do siebie, ale później po kilku miesiącach postanowiłam spróbować ponownie.

Zaryzykowałam. Jak znów pęknę to trudno, ale przynajmniej spróbuję.
Pod koniec stycznia, zrobiłam wielką listę zakupów, wymieniłam większość produktów w szafce i lodówce. Biały ryż został zastąpiony przez brązowy, biały makaron - razowym, chleb biały tostowy - chlebem razowym żytnim, tłuste masło - masłem orzechowym 95%orzechów, smażony na oleju kurczak - gotowanym kurczakiem, a słodycze - warzywami i owocami. Od momentu wymiany produktów, zaczęłam w siebie bardziej wierzyć. Może nie wyglądałam tragicznie, ale też nie najlepiej. Chciałam zmienić swoje życie, a to jest najważniejsze. 
Wzięłam się za siebie, gotowałam sobie każdego dnia zdrowe posiłki, mój Daniel, nie był tym zachwycony, wiadomo, facet musi się najeść, ale i tak jadł, co dawałam (żeby mi nie było przykro, że ja muszę to jeść, a on je coś "pysznego").  Posiłki zaczęłam więc jeść 5 razy dziennie, a ilość warzyw była chyba 2 razy większa niż ilość białka czy węglowodanów. Warto. Nauczyłam się organizować sobie czas (pracuję od 7 do 17), dlatego też jego brak nigdy nie powinien być wymówką.

 Rozpoczęłam regularne treningi, na początek z panią Chodakowską, jest o niej wiele negatywnych opinii, ale jest też całe mnóstwo pozytywnych, jak wszędzie. Każdy robi, co mu przypadnie do gustu, niektórzy nie lubią jej planów treningowych, ale ja dużo im zawdzięczam. Robiłam Ekstra Figurę, Turbo Spalanie, ale najbardziej przypadł mi do gustu Killer. Dosłownie padałam później na podłogę i czekałam aż umrę ;) Dziś się z tego śmieję. Nie ukrywam też, ze setki razy, kiedy Ewa mówiła :"Teraz przyspieszymy", ja zwyczajnie odpowiadałam "Sama sobie przyspieszaj! Pocałuj mnie gdzieś!" Ale i tak zarzucałam język na plecy i skalałam dalej. Teraz jestem już zadowolona i na pewno nie powiem nic złego o planach Chodakowskiej, ponieważ uważam, że mi dużo pomogły. Mimo to, że teraz już nie ćwiczę, tylko biegam (korzystam z pogody, bo ostatnio bywało słonecznie), kręcę hula hoop - to akurat fajna zabawa.
Jeśli chodzi o efekty, wszystko widać na zdjęciach, mam 160cm, waga waha się od 50-54kg, dlatego też specjalnie się tym nie przejmuję. Przyznam się szczerze, że przez te 8 tygodni regularnie też podjadałam, ponieważ zwyczajnie byłam głodna, w końcu jadłam jakieś 4000kcal dziennie (lub więcej) a nagle przeskoczyłam na ok 1500. Dlatego też brzuch mi jeszcze widać, a jest on moim kolejnym celem (ale to oczywiście po świętach, jak mam coś z nim zrobić to nic się nie stanie jak poczeka do końca urlopu). "Co się odwlecze to nie uciecze" ;)

Punkt kulminacyjny - oto zdjęcia. Trzymajcie kciuki za dalsze wyniki. 



 Jest jeszcze trochę do poprawy, ale najbardziej zależało mi na brzuchu i pośladkach.
Ja jestem zadowolona, a to jeszcze nie jest koniec. Po urlopie wezmę się porządnie za pracę nad sobą, teraz już bez podjadania, ponieważ nauczyłam się tego nie robić.

TUTAJ możecie zobaczyć co jem i co robię w wolnym czasie.

Pozdrawiam i mam nadzieję, że zmotywuję kogoś do pracy.

Komentarze

Popularne posty